Tryb testowy płatności — w podglądzie nie pobieramy prawdziwych pieniędzy.
Feed
Lifestyle14 października 2026 · 4 min czytania

Jak nie dać się listopadowi.

Krótki dzień, deszcz i chłód potrafią skutecznie zatrzymać nas na kanapie. Nie trzeba jednak wielkich postanowień ani udawania, że kochamy listopad, żeby trochę go sobie ułatwić. Spacer, spotkanie, ciepły posiłek i odpoczynek bez wyrzutów sumienia mogą być dobrym początkiem.

Są ludzie, którzy lubią listopad. Naprawdę lubią mgły, mokre chodniki, puste szlaki i to, że wieczorem można bez wyrzutów sumienia zostać w domu. Całkiem sporo w tym sensu. Ale jeśli ktoś nie należy do tej grupy, listopad potrafi się dłużyć.

Rano człowiek wychodzi z domu, kiedy jest jeszcze ciemno. Wraca po pracy i znowu jest ciemno. Po drodze pada, wieje albo jedno i drugie. Pranie nie chce schnąć, buty są wiecznie mokre, a na myśl o wyjściu pojawia się bardzo rozsądna myśl: może jednak zostać na kanapie.

I tak mija kolejny dzień. Co można z tym zrobić? Bez wielkich postanowień i bez udawania, że nagle pokochamy listopad.

Wyjdź choć na chwilę.

Najłatwiej przestać wychodzić z domu właśnie wtedy, kiedy wychodzenie jest najmniej przyjemne. Człowiek wraca zmęczony, za oknem szaro, więc po co jeszcze zakładać kurtkę? A potem okazuje się, że przez kilka dni właściwie nie byliśmy na zewnątrz poza drogą do samochodu i z powrotem.

Dlatego warto czasem wyjść mimo wszystko — choćby na pół godziny. Przejść się po okolicy, zajść do sklepu trochę okrężną drogą, przejść przez park albo zabrać psa na dłuższy spacer. W Jeleniej Górze i okolicznych miejscowościach nawet krótki spacer potrafi wyglądać zupełnie inaczej o tej porze roku. Nie trzeba przy tym robić z niego wycieczki.

Wykorzystuj światło dnia.

Listopadowe światło nie rozpieszcza, więc szkoda spędzać cały dzień przy sztucznym oświetleniu, jeśli akurat mamy możliwość wyjścia. Przerwę w pracy można wykorzystać na wyjście na zewnątrz zamiast jedzenia przy komputerze.

Wolne przedpołudnie? Pójdźmy na zakupy pieszo. Mamy godzinę między jednym obowiązkiem a drugim? Można przejść się po mieście. Nie zawsze się da, ale jeśli się da, dobrze z tego skorzystać.

Nie odkładaj spotkań do wiosny.

Latem spotkanie ze znajomymi często zaczyna się od pytania: „To co, gdzieś wyskoczymy?”. Jesienią częściej mówimy: „Nie wiem, może innym razem?”. Bo zimno, bo ciemno, bo jutro trzeba wstać. A później przez kilka tygodni spotykamy się głównie z własnym telefonem.

Warto więc czasem zrobić coś bardzo zwyczajnego. Spotkanie nie musi być wielkim wyjściem. Chodzi raczej o to, żeby w kalendarzu pojawiały się rzeczy, które są czymś więcej niż pracą, zakupami i kolejnym poniedziałkiem.

  • Umówić się na kawę.
  • Pójść razem do kina.
  • Zaprosić znajomych na kolację.
  • Wybrać się gdzieś w weekend.

Ruch nie musi być treningiem.

W listopadzie łatwo zostać mistrzem siedzenia. Praca przy biurku, samochód, kanapa — i nagle okazuje się, że cały dzień spędziliśmy prawie bez ruchu. Nie każdy ma ochotę ćwiczyć po pracy. I nie każdy musi.

Można zrobić kilka ćwiczeń w domu, pójść na jogę, basen albo po prostu przejść się trochę dalej. Jeśli mamy psa, sprawa jest prostsza — pies i tak nie uznaje listopada za wystarczający powód, żeby skrócić spacer do pięciu minut. Czasem dopiero po wyjściu człowiek orientuje się, że tego właśnie potrzebował.

Ugotuj coś porządnego.

Jesień ma też swoje dobre strony. Wreszcie zaczyna smakować jedzenie, które latem wydawało się zbyt ciężkie.

  • Zupa z pieczonych warzyw.
  • Gulasz z soczewicy.
  • Pieczona dynia.
  • Makaron z grzybami.
  • Gorąca owsianka w sobotni poranek.

Nie trzeba z tego robić „jesiennego rytuału”. Po prostu dobrze jest mieć w domu coś ciepłego do zjedzenia, na co rzeczywiście ma się ochotę. Zwłaszcza w dzień, który od rana nie układa się najlepiej.

Zaplanuj coś dla siebie.

Kiedy wszystkie dni wyglądają podobnie, tydzień potrafi przelecieć bez żadnego wyraźnego punktu. Dlatego dobrze czasem zaplanować coś tylko dla siebie. Nie musi to być weekendowy wyjazd.

Może być kolacja w środę, kino w czwartek albo sobotni spacer w miejscu, w którym dawno nie byliśmy. Nawet niewielka rzecz zmienia trochę perspektywę. Nagle nie czekamy wyłącznie na piątek.

Odpoczynek to nie kolejne zadanie.

To chyba najłatwiej przeoczyć. Kiedy robi się wcześniej ciemno, internet ma dla nas mnóstwo propozycji: naucz się czegoś nowego, przeczytaj książkę, zacznij ćwiczyć, zrób porządki, naucz się gotować. Wykorzystaj ten czas produktywnie.

Można, ale można też położyć się na kanapie i obejrzeć film, którego nie trzeba oglądać z notesem w ręku. Można przeczytać kilka stron książki i zasnąć. Można zrobić herbatę i przez pół godziny niczego nie robić. Nie każda wolna godzina musi się do czegoś przydać.

A jeśli naprawdę nic się nie chce?

Może się zdarzyć. Jeśli przez kilka dni jesteśmy bez energii, wszystko nas męczy i nic nie sprawia przyjemności, jedna porada z magazynu tego nie naprawi. Wtedy warto przyjrzeć się temu bliżej, zamiast zrzucać wszystko na „jesienną chandrę”.

Ale jeśli po prostu mamy gorszy wtorek, pada od rana, a jedyne, na co mamy ochotę, to wrócić do domu — też nie ma dramatu. Zróbmy sobie kolację, włączmy film, wyśpijmy się. A następnego dnia spróbujmy wyjść z domu, zanim listopad zdąży nas całkiem przekonać, że najlepiej byłoby nie wychodzić już do marca.

Komentarze

Komentowanie wymaga konta

Zaloguj się e-mailem lub przez Google. Realne konto sprawia, że dyskusja na PASMO zostaje kulturalna.

Zaloguj się lub zarejestruj
  • Nikt jeszcze nie zabrał głosu. Bądź pierwszy.

Czytaj dalej