Mandragora czy Springwurzel? Tajemniczy korzeń z ogrodu Ducha Gór.
Czterech Walończyków przybyło w Karkonosze po korzenie i szlachetne kamienie. Według dawnej opowieści jeden z nich zapłacił życiem za próbę naruszenia ogrodu Ducha Gór. Historię tę łączy się dziś z mandragorą, choć w XVII-wiecznym zapisie roślina nosi inną nazwę.
W dawnych opowieściach o Karkonoszach rośliny potrafiły być czymś znacznie więcej niż tylko częścią górskiego krajobrazu. Niektórym przypisywano niezwykłą moc, a po ich korzenie wybierali się w góry ludzie przekonani, że mogą dzięki nim zdobyć bogactwo albo niezwykłe umiejętności.
Jedna z takich historii opowiada o czterech Walończykach, którzy przybyli w Karkonosze w poszukiwaniu korzeni i szlachetnych kamieni. Towarzyszył im Krebs, człowiek mieszkający u podnóża gór, którego poprosili o pomoc w wyprawie.
Ostrzeżenie przed zakazanym korzeniem.
Kiedy Krebs dowiedział się, czego zamierzają szukać, ostrzegł ich przed jednym z korzeni — Springwurzel, który miał rosnąć w ogrodzie Ducha Gór. Mogli szukać kamieni i innych roślin, ale ten korzeń powinni zostawić w spokoju. Należał do pana gór i tylko za jego zgodą mógł trafić w czyjeś ręce.
Walończycy nie zamierzali jednak rezygnować. Przebyli przecież długą drogę właśnie po to, by znaleźć niezwykły korzeń. Postanowili zaryzykować.
Jeden z nich chwycił za motykę i uderzył nią w ziemię. Nie zdążył zrobić drugiego ruchu. Padł martwy, a jego ciało — jak zapisano w dawnej historii — stało się czarne jak węgiel.
Pozostali trzej przestraszyli się i tym razem posłuchali ostrzeżenia Krebsa. Zrezygnowali z poszukiwania tajemniczego korzenia i ruszyli dalej, na poszukiwania kamieni szlachetnych. Swojego towarzysza pochowali w górach. Tak kończy się jedna z dawnych opowieści o ogrodzie Ducha Gór — miejscu, w którym rosły rośliny niedostępne dla zwykłych ludzi.
Skąd w tej historii mandragora?
Opowieść o czterech Walończykach została zapisana przez Johannesa Praetoriusa w XVII wieku, w zbiorze historii o Rübezahlu, czyli Duchu Gór. W jego tekście roślina nazywa się Springwurzel. Nie ma tam słowa „mandragora”. Dlaczego więc dziś tę historię często opowiada się właśnie jako legendę o mandragorze?
Mandragora od dawna zajmowała szczególne miejsce w europejskich wierzeniach. Jej korzeń, ze względu na kształt przypominający ludzką sylwetkę, otoczono szeregiem magicznych wyobrażeń. Przypisywano mu niezwykłe właściwości, a jego wydobywanie z ziemi miało być niebezpieczne. Z czasem tajemniczy korzeń z opowieści o Duchu Gór zaczął być utożsamiany właśnie z mandragorą.
Interpretacja, nie pewny fakt.
Nie mamy jednak pewności, czy o tę roślinę chodziło Praetoriusowi. Dawne określenie Springwurzel mogło odnosić się do różnych roślin, dlatego współczesne utożsamienie jej z mandragorą należy traktować jako interpretację, a nie pewny fakt.
I może właśnie dlatego ta historia jest tak ciekawa. Przez ponad trzysta lat zmieniały się sposoby jej opowiadania, ale pozostał jej najważniejszy motyw: w Karkonoszach były rzeczy, których człowiek nie powinien próbować zdobyć za wszelką cenę. A korzeń z ogrodu Ducha Gór — przynajmniej w legendzie — był jedną z nich.
Źródło:
- Johannes Praetorius, zbiór opowieści o Rübezahlu, XVII w. Historia „Duch Gór nie pozwala ograbić swojego ogrodu” (nr 17).
Komentarze
Komentowanie wymaga konta
Zaloguj się e-mailem lub przez Google. Realne konto sprawia, że dyskusja na PASMO zostaje kulturalna.
Zaloguj się lub zarejestruj- Nikt jeszcze nie zabrał głosu. Bądź pierwszy.
Czytaj dalej

Sudety, Karkonosze, Izery... Jak się połapać w nazwach naszych gór?
Sudety to cały łańcuch górski, a Karkonosze, Góry Izerskie, Góry Kaczawskie czy Rudawy Janowickie są jego częściami. Ich nazwy czę…

KARKONOSKIE WODOSPADY: Kamieńczyk. Woda, granit i ślady dawnych poszukiwaczy.
Trzy kaskady, pionowe ściany granitu i wąwóz, który miejscami zwęża się do kilku metrów. Kamieńczyk w Szklarskiej Porębie to nie t…

Duch Gór rąbie drwa i karze nieuczciwego gospodarza.
Za porąbanie drewna zażądał tylko jednego naręcza szczap, a zamiast siekiery użył własnej nogi. W dawnej opowieści Johannesa Praet…