Walończycy w Karkonoszach. Poszukiwacze złota, minerałów i śladów ukrytych w skałach.
Walończycy przychodzili w Karkonosze nie dla widoków, lecz po złoto, rudy metali i cenne minerały. Zostawili po sobie zapiski, ślady wyrobisk i tradycję tajemniczych znaków. Kim byli dawni poszukiwacze i gdzie kończy się ich udokumentowana historia, a zaczyna legenda?
Dzisiaj w góry przychodzimy przede wszystkim po widoki. Wychodzimy na szlak, robimy zdjęcia i zatrzymujemy się przy punktach widokowych. Dla dawnych Walończyków Karkonosze były przede wszystkim miejscem pracy — interesowało ich nie tylko to, co widać na powierzchni, ale przede wszystkim to, co znajduje się pod nią.
Szukali złota, rud metali, kryształów i kamieni, które można było sprzedać albo wykorzystać w rzemiośle. Znali się na skałach i minerałach, potrafili czytać teren i wiedzieli, gdzie warto szukać. Zostawili po sobie zapiski, nazwy miejsc, ślady dawnych wyrobisk oraz — według tradycji — znaki wycinane na skałach i drzewach.
Nie byli jednym ludem.
Samo określenie „Walończycy” może być mylące. Nazwa wiąże się z Walonią, regionem dzisiejszej Belgii, oraz z przybyszami z tych terenów i północnej Francji. Już w średniowieczu byli oni znani z umiejętności związanych z górnictwem, poszukiwaniem rud i obróbką metali.
Z czasem słowo „Walończyk” zaczęło być używane znacznie szerzej. W Karkonoszach określano nim przybyszów zajmujących się poszukiwaniem minerałów i kruszców, choć nie wszyscy pochodzili z Walonii. Wśród ludzi przybywających w Sudety byli między innymi Niemcy, Czesi i Włosi, a łączyły ich przede wszystkim doświadczenie i zainteresowanie bogactwami gór.
W XVI wieku mianem Walończyków określano również ludzi zbierających minerały i kamienie szlachetne. Byli wśród nich górnicy, przedsiębiorcy, lekarze, alchemicy i osoby, które dzisiaj nazwalibyśmy po prostu poszukiwaczami. Opowieść, że „Walończycy przybyli z Belgii i zaczęli szukać złota”, jest więc dużym uproszczeniem.
Co przyciągało ich w góry?
Odpowiedź jest konkretna: możliwość zarobku. W Karkonoszach i Górach Izerskich znajdowano złoto, rudy żelaza, miedzi i ołowiu oraz minerały cenne dla rzemieślników i jubilerów. Złota szukano w osadach rzecznych i potokach, gdzie gromadziła je woda, ale także w żyłach kwarcowych i miejscach o obiecującej budowie geologicznej.
Złoto nie było jedynym celem. Znajdowano tu również ametysty, granaty, topazy, turmaliny, jaspisy i kryształy górskie. Niektóre minerały miały znaczenie jubilerskie, inne wykorzystywano przy produkcji szkła i dekoracyjnych mozaik. Dla człowieka umiejącego rozpoznać wartościowy okaz karkonoski kamień nie musiał być zwykłym kamieniem.
Nie wystarczał sam kilof.
Poszukiwanie minerałów nie polegało na przypadkowym kopaniu dziur w ziemi. Najpierw trzeba było nauczyć się czytać teren: obserwować kolor i strukturę skał oraz sprawdzać zawartość potoków. Żwir, piasek i pojedyncze minerały mogły wskazywać, co znajduje się w wyżej położonych częściach gór.
Jeżeli w strumieniu znajdowano interesujące okazy, próbowano ustalić, skąd pochodzą. Tak krok po kroku można było zbliżyć się do źródła złoża. Wiedza o terenie i minerałach była cenna, dlatego doświadczenie przekazywano z człowieka na człowieka, a informacje o dobrych miejscach pilnie strzeżono.
Znaki walońskie: wskazówki i zagadki.
Poszukiwacze musieli również pamiętać, gdzie już byli. Nie mieli map topograficznych, GPS-u ani aplikacji wskazujących dokładną lokalizację. Jeśli znaleźli interesujące miejsce w lesie, przy potoku czy pod skałą, potrzebowali sposobu, by do niego wrócić.
Z tym wiąże się tradycja znaków walońskich. Według zachowanych przekazów drogę i miejsca poszukiwań oznaczano rytami na drzewach, skałach i kamieniach. Miały wśród nich występować krzyże, dłonie, strzałki, litery, cyfry oraz symbole młota i kilofa.
Jednym z najstarszych opisów takich znaków jest relacja XVI-wiecznego kronikarza Simona Hüttela. Wspominał on o oznaczeniach na drzewach, znajdowanych podczas wypraw związanych z poszukiwaniem złota: krzyżach, dacie, dużej ręce oraz symbolach narzędzi. Nie oznacza to jednak, że każdy stary ryt w Karkonoszach można bez wątpliwości przypisać Walończykom. W wielu przypadkach nie wiadomo, kiedy powstał i kto go wykonał.
Waloński Kamień w Przesiece.
Jednym z miejsc związanych z tą tradycją jest Waloński Kamień w Przesiece. Na skale zachowały się słabo widoczne ryty, między innymi znak dłoni i krzyża. Lokalne przekazy łączą je z dawnymi poszukiwaczami.
Trudno jednak stwierdzić, czy wszystkie zachowane symbole pochodzą z czasów działalności Walończyków. Przez stulecia mogły powstawać kolejne ryty, a dawne oznaczenia mogły być poprawiane lub interpretowane na nowo. Im mniej wiadomo o konkretnym znaku, tym łatwiej obrasta on legendą.
Księgi walońskie — narzędzia pracy.
Znacznie pewniejszym świadectwem działalności poszukiwaczy są księgi walońskie. Nie były kronikami Karkonoszy, lecz praktycznymi przewodnikami. Zapisywano w nich informacje o występowaniu minerałów i rud, drogach do interesujących terenów, charakterystycznych punktach krajobrazu oraz sposobach poszukiwania złóż.
Niektóre zapisy pozostawały trudne do zrozumienia dla osoby postronnej. Posługiwano się skrótami, określeniami zawodowymi i opisami czytelnymi przede wszystkim dla ludzi znających teren. Informacja o miejscu występowania wartościowego minerału sama miała przecież dużą wartość.
Wrocławska Księga Walońska z XV wieku zawiera między innymi wskazówki prowadzące przez okolice dzisiejszych Piechowic i Kopańca w kierunku gór. Podaje również informacje o miejscach, gdzie można było znaleźć złoto i ametysty. Dla nas to zabytek i ciekawostka historyczna, dla dawnych poszukiwaczy — narzędzie pozwalające wrócić do obiecującego miejsca.
Skąd aura tajemnicy?
Walończycy posiadali wiedzę niedostępną większości ludzi. Same Karkonosze były znacznie mniej dostępne niż dzisiaj: bez rozwiniętej sieci szlaków turystycznych, schronisk i drogowskazów. Człowiek umiejący przejść przez góry, rozpoznać minerały i znaleźć ich złoża mógł wydawać się kimś niezwykłym.
Niechęć do dzielenia się odkryciami dodatkowo budowała tajemnicę. Do rzeczywistych informacji dołączały opowieści o ukrytych skarbach, symbolach i miejscach, których lepiej nie odwiedzać. W ten sposób historia poszukiwaczy zaczęła łączyć się z legendami Karkonoszy.
W jednej z najstarszych ksiąg walońskich znajduje się wzmianka o miejscu w pobliżu Zamku Wieczornego, gdzie miał przebywać „Duch”. Nie jest to dowód spotkania z Karkonoszem znanym z późniejszych legend, lecz ślad wyobrażeń ludzi przemierzających te góry. Z czasem rzeczywiste miejsca poszukiwań otrzymywały własne opowieści, a dawne wyrobiska stawały się w nich miejscami ukrytych skarbów.
Kowary między historią a legendą.
Jednym z najbardziej znanych przekazów jest historia Laurentiusa Angelusa. Według tradycji w 1148 roku miał odkryć złoża rudy żelaza na zboczach Rudnika w okolicach dzisiejszych Kowar. Późniejsze opowieści wiązały jego działalność również z odkryciem rud w Miedziance.
Brakuje jednak wystarczających źródeł, by wszystkie szczegóły tej historii uznać za pewne wydarzenia. Laurentius Angelus pozostaje więc przede wszystkim częścią lokalnej tradycji. Rzeczywista jest natomiast historia górnictwa w Kowarach: złoża rud żelaza eksploatowano tu przez stulecia i miały ogromne znaczenie dla rozwoju miejscowości.
Nie tylko złoto, także surowce dla hut.
Walończyków łatwo wyobrazić sobie jako ludzi skupionych wyłącznie na złocie. Dla rozwoju regionu ważne były jednak również inne minerały. Karkonosze i Góry Izerskie dostarczały surowców dla hutnictwa szkła, zwłaszcza potrzebnego do jego produkcji kwarcu.
Dlatego okolice dzisiejszej Szklarskiej Poręby stały się ważnym obszarem poszukiwań minerałów. Rozwój hut i zapotrzebowanie na surowce wzajemnie się napędzały, zwiększając znaczenie wiedzy o złożach. Historia Walończyków jest więc nie tylko opowieścią o poszukiwaczach skarbów, ale także częścią historii gospodarczej regionu.
Te same góry, inne spojrzenie.
Walończycy nie zostawili po sobie jednej wielkiej „tajnej mapy skarbów”. Pozostały zapisy, informacje o złożach, dawne wyrobiska, nazwy miejsc i tradycja poszukiwania minerałów. Z połączenia tych śladów z opowieściami powstał obraz, który znamy dzisiaj.
Nie wszystkie legendy o odkryciach mają potwierdzenie w źródłach i nie każdy ryt można przypisać dawnym poszukiwaczom. Nie ma jednak wątpliwości, że przez wieki ludzie przychodzili w Karkonosze po to, co kryło się w skałach i potokach. Kamień przy szlaku mógł zdradzać obecność żyły kwarcowej albo prowadzić do źródła złoża.
Warto o tym pamiętać podczas kolejnej wędrówki. Dla współczesnego turysty najważniejsza bywa panorama ze szczytu, dla dawnego poszukiwacza — to, co znajdowało się pod nim. Chodzimy po tych samych górach, lecz dostrzegamy w nich zupełnie inne rzeczy.
Źródło:
- Przemysław Wiater, „Walonowie u Ducha Gór. Podziemne skarby Karkonoszy i Gór Izerskich”, wyd. III poszerzone i uzupełnione, Jelenia Góra: Wydawnictwo Ad Rem, 2024.
- Karkonoski Park Narodowy, „Rys historyczny Karkonoszy”.
- Roksana Knapik, „Przewodnik po ścieżce geoturystycznej we wschodnich Karkonoszach”, Karkonoski Park Narodowy.
Komentarze
Komentowanie wymaga konta
Zaloguj się e-mailem lub przez Google. Realne konto sprawia, że dyskusja na PASMO zostaje kulturalna.
Zaloguj się lub zarejestruj- Nikt jeszcze nie zabrał głosu. Bądź pierwszy.
Czytaj dalej

Sudety, Karkonosze, Izery... Jak się połapać w nazwach naszych gór?
Sudety to cały łańcuch górski, a Karkonosze, Góry Izerskie, Góry Kaczawskie czy Rudawy Janowickie są jego częściami. Ich nazwy czę…

KARKONOSKIE WODOSPADY: Kamieńczyk. Woda, granit i ślady dawnych poszukiwaczy.
Trzy kaskady, pionowe ściany granitu i wąwóz, który miejscami zwęża się do kilku metrów. Kamieńczyk w Szklarskiej Porębie to nie t…

Duch Gór rąbie drwa i karze nieuczciwego gospodarza.
Za porąbanie drewna zażądał tylko jednego naręcza szczap, a zamiast siekiery użył własnej nogi. W dawnej opowieści Johannesa Praet…